Andrzejki - u starego przyjaciela na imieninach
Na Andrzejki wyjechaliśmy w góry. W Szklarskiej Porębie mieszkał mój serdeczny przyjaciel z czasów studenckich, więc bywaliśmy w jego pensjonacie bardzo często. Tym razem nasz pobyt w Karkonoszach połączyliśmy z imprezą imieninową mojego przyjaciela, co okazało się strzałem w dziesiątkę. W pensjonacie Andrzejka nie było prawie nikogo, bo listopad był potwornie dżdżysty i chętnych do przyjazdu w góry nie było zbyt wielu. Goście tak siedzieli w pokojach, a za to dla nas została cała sala kawiarniana. Trzeba przyznać, że porządziliśmy ostro. Było nas ok. 10 osób i tańczyliśmy prawie do upadłego. Gdy już mieliśmy dobrze w czubie, a nasze panie poszły spać, to urządziliśmy sobie wszyscy zawody w grze na maszynach. U Andrzeja prawdziwe kasyno i tych maszyn ma sporo. Na Andrzejkach co prawda zwykle ludzie bawią się w co innego, ale my poczuliśmy się jak małolaci, którzy te maszyny zwykle oblegają i walczyliśmy aż do 10., czyli do przedpołudnia.
Andrzejki nie kosztowały mnie nic, a do tego wygrałem skrzynkę wódki. Znaczy, trzeba było tam znowu pojechać. Wybraliśmy się z moją Agatką jeszcze przed Bożym Narodzeniem.